Dobra powiem szczerze ja rozumiem zawieść, zazdrość ale proszę Was bardzo w Swoim kraju.
Bardzo czesto spotykam się z nie uprzejmością ludzi na temat innych ludzi co maja inny kolor skóry, co najśmieszniejsze są to Polacy którzy mieszkają za granica, np sytuacja.
Byłam ze znajomymi na zakupach, no i po drodze kilka sklepów i w tym jeden miesny prowadzony przez Azjatów,( chyba Pakistańczyków, ale nie istotne) przed nami szło dwóch typowych karków, dziary po same uszy i tego typu, i nagle ni z gruchy ni z pietruchy zaczynają krzyczec , bo jako że było to po drugiej stronie ulicy, wiec musieli sie wyslić, krzycza same wulgaryzmy Wy*rda*al do swojego kraju brudasie, na ch*j oni tu siedza, nierób jeb*any itp. Zapomnieli panowie chyba że sami są w obcym kraju, bez pracy( dalszy ciag rozmowy " no bo pracy tu nie ma dla ludzi takich jak ja moje wykształcenie" tak swoja droga to tekst troche znany) i do tego krzycza do nich po Polsku!
Nie dalej jak wczoraj miałam sytacje byłam z meżem na zakupach no i pochłanieci rozmowa nie zauwarzyłam chlopaka który szedł na przeciwko nas, tylko usłyszłam tekst " z ciapatym? o Ku*wa, pewnie du*y za kase dała" załuje tylko że usłyszłam to strasznie puźno bo tak rozmową byłam zajeta, bo bym sie zapytała czy ma jakiś problem i czy możę po angielsku powtorzyć co powiedział pod moim adresem...Możecie mi wierzyć lub nie ale nigdy w życiu nie usłyszałam nic z takich słow od Anglika, czy osoby innej kultury, tylko od Polaków, co zaczyna utwierdzać mnie w przekonaniu że Polakom to naprawdę nic nie pasują, może zazdroszczą ze np" ciapaci" więcej osiągają za granica bo żadnej pracy sie nie boja otwierają własne biznesy, że tak naprawdę są bardziej rodzinni, uprzejmi, pomocni.
Co do pomocy, mieszkam w Angli rok czasu i NIDY nie zdażyło mi się uzyskać pomocy od jakiegoś Polaka, z pytaniami o prace, lekarza zawsze uszyszałam nie wiem, nic nie widziałem. wiec w końcu przestałam pytać. Bo uzyskałam pomoc od tych zawsze złych i najgorszych "ciapatych" i gdzie tu logika?
Żeby nie było że ja nie starałam sie pomoc. Próbowałam, naprawdę próbowałam pomóc kilku rodakom, taki syndrom matki Teresy chyba. Zaprzestałam jednak.
„Szukam pracy. Jak ktoś wie gdzie można uderzać proszę o pomoc’’ Jako że miałam kilka informacji postanowiłam napisać, a co mi szkodzi.
„Witam. Wiem, że szukają w kilku miejscach. Można wiedzieć w jakim stopniu znasz angielski?”
Jako podziękowanie za chęci usłyszałam coś w deseń „Konkrety poproszę a nie” w dłuższej wypowiedzi brzmiącej jakby ktoś chętnie napisałby po prostu „Weź nie pie.rdziel tylko dawaj namiary”. Oczywiście zdarzało się dać komuś namiary, kto umiał podziękować, jednak po kilku mniej przyjaznych osobach odechciewa się wszelkiej dobroci.
„Pamiętam sytuację kiedy z kumpelą umówiłyśmy się ze znajomymi do klubu. Czekałyśmy prawie godzinę pod wejściem, bo grono tak dobrze się bawiło, że ciężko było któremuś po nas wyjść. Spytacie czemu nie weszłyśmy same? Ano dlatego że nie miałyśmy przy sobie pieniędzy, a zapłacić za wstęp mieli znajomi.
Nerwy coraz większe, wydzwanianie co chwile, wiemy że są w środku. Zaglądanie do środka, próby wyłapania ich w tłumie kończą się na niczym. Jak na złość ani znajomego ochroniarza, ani nikogo kto mógłby pomóc. No cóż, człowiek miał ochotę się pobawić to raz, a dwa w tej zaistniałej sytuacji chciał po prostu wejść, żeby uprzejmie i grzecznie podziękować znajomym za wystawienie do wiatru.
Chwila namysłu, kolejny sms, nagle słyszymy – polska mowa!
A co nam szkodzi, zagadujemy dwóch chłopaczków. Idą się bawić gadu gadu wszystko fajnie, wyjaśniamy im sytuację i pytamy prosząc czy mogą z nami wejść, zapłacić a zaraz oddamy im pieniądze, bo chłopy na nas czekają w środku. Po ich słodkich uśmiechach wypłynęły te oto słowa „możemy wam zapłacić za wstęp, nie ma sprawy, ale pierw chodźcie z nami tam do hotelu, będzie fajnie”. Dzieki nie skorzystam..